niedziela, 1 sierpnia 2010

Perełki motoryzacyjne

Na koniec jeszcze kilka fotek dobrze zachowanych i rzadko już spotykanych w Europie aut. Jednak klimat sprzyja tutaj starym samochodom. Przy domach widzieliśmy kilka sympatycznych modeli np. stary opel kadet





Nie był może w idealnym stanie ale u nas auta z tych lat już praktycznie nie funkcjonują. Ten egzemplarz w ciągłym użyciu miewał się świetnie.

Spotykaliśmy też często stare renault. Był to model dosyć popularny, a u nas praktycznie już nie występujący.







Uroczo prezentowały się również rodzime modele. To coś na kształt naszych żuków i nysek



niedziela, 4 lipca 2010

Korcula

Najkrótsza droga morska na Korculę biegnie właśnie z Orebicza. Na tej wyspie przyszedł na świat znany podróżnik Marco Polo. Promy kursują tutaj bardzo często od wczesnego ranka po późny wieczór. Statek już po 15 minutach zawija do portu oddalonego od miasteczka o ok. 3 km i trzeba ten odcinek pokonać piechotą lub taksówką, które stoją tuż przy porcie.



Widok na Korculę ze wzgórza od strony miejscowości "Domanovice" (lub coś w tym sytlu). W każdym razie do tej miejscowości przybijają promy z Orebicza.

Miasteczko z góry przypomina miniaturowy Dubrovnik. Posiada również urocze Stare Miasto i kilka małych plaży miejskich. Na starym mieście jest wiele knajpek i stoisk z pamiątkami.

W drodze na zaciszną plażę miejską znaleźliśmy fajną knajpkę, gdzie spróbowaliśmy po raz pierwszy prawdziwych owoców morza i od tego czasu już byliśmy bardziej otwarci na nowe smaki.



Risotto z owocami morza. Chorwacja to idealne miejsc aby spróbować świeżych owoców morza pod różną postacią.

Po południu w drodze powrotnej do Orebicza mijaliśmy żaglowce na pełnych żaglach. Co nie zdarza się za często. Te stylizowane statki wyposażone są w silniki i często pływają przy ich użyciu. Tutaj jednak mieliśmy okazję obejrzeć statek w pełnej okazałości.



Żaglowiec w pełnej krasie.

sobota, 3 lipca 2010

W Orebiczu

Miasteczko Orebicz urzekło nas nie tylko swoim urokiem. Trafiliśmy również na lokalne atrakcje. Jedną z nich były posiłki w miejscowych restauracjach. W jednej z nich przywitał nas osobliwy dziadek, który szarmancko witał się z klientami mocnym uściskiem dłoni. Dziadek operował osobliwą angielszczyzną, akcentując bardziej znane mu słowa. Wynikło z tego kilka zabawnych nieporozumień, typu: super zupa, super soup, powtórzone kilkakrotnie zdezorientowało dziadka, który wrócił z pytaniem czy aby na pewno chcę zupę, czy jest po prostu super. Dziadek również zadbał o estetykę stolików, co prawda już wtedy gdy klienci siedzieli ale za to z charakterystyczną szarmancją, dodając na odchodne "behind" co miało oznaczać że przed chwilą zerwał kwiaty z tyłu w ogrodzie.



U dziadka pod cytryną.

Dziadek również obdarowywał nas cytrynami i spowodował, że gdy poszliśmy do innego lokalu mieliśmy wyrzuty sumienia z powodu absencji.

Inną lokalną atrakcją były codzienne mecze Mundialu RPA 2010, oglądane w barze przy miejskim stadionie. Oczywiście większość starszych miejscowych kibiców entuzjastycznie kibicowało drużynie Niemiec. Śmialiśmy się wtedy, komu kibicują starzy "kolaboranci", bo podobno Chorwaci kolaborowali w czasie wojny z nazistami.
Jednego dnia oglądaliśmy oglądaliśmy też towarzyski mecz na żywo: Chorwacja - Czechy. Było to ciekawe doświadczenie. Drużyna Czechów przyjechała ze zorganizowaną grupą kibicek, co dodało kolorytu spotkaniu.



Na głowach niektórych zawodników widać było już mocno posiwiałą czuprynę. Dorównywali jednak techniką i walecznością młodszym zawodnikom.



Zorganizowana grupa czeskich kibicek

czwartek, 1 lipca 2010

Do Orebicza

Pora opuścić malowniczy kemping Prapratno, bardzo miłe miejsce odpoczynku ale niestety bez atrakcji miasteczka turystycznego. Jest tutaj tylko jedna restauracja, sklep, bilard, budka z fast foodem.
Jeśli komuś zależy na odpoczynku w pięknym otoczeniu i klimacie to polecam. My udajemy się w dalsze rejony półwyspu Peljesac.


Kręte górskie drogi, czasem mrożące krew w żyłach. Ja w odruchu obronnym przespałem część trasy ;)

Wybór Orebicza na miejsce dłuższego pobytu okazał się być słuszny. Już w czasie jazdy autobusem widzieliśmy, że mijane miejscowości nie miały tyle uroku.
W Orebiczu jest bardzo dobra infrastruktura turystyczna, wiele knajpek, restauracji i miejsc noclegowych. Jest tutaj także kilka kempingów. My zatrzymaliśmy się na pierwszym od strony portu, choć sprawdziliśmy także dwa następne.
Kemping "Glovna Plaza" był jednak najbardziej zaciszny i klimatyczny. Stary dom z dużym ogrodem obsadzonym palmami i innymi drzewkami rzucającymi przyjemny cień. Tutaj spędziliśmy 7 dni, za które zapłaciliśmy 700 HRK (200 kun mniej niż za 3 noce w Dubrovniku na kwaterze, choć i tak więcej przez nieopatrznie użytą lodówkę - trzeba uważnie czytać cennik. Lodówki są ogólnie dostępne ale użycie kosztuje 25 HRK / dobę)



Te 7 dni w Orebiczu były bardzo przyjemne, choć w pewnym momencie zrobiło się tłoczno. Można jednak znaleźć sobie zaciszne miejsce do plażowania z dala od hordy turystów, głównie Polaków i Czechów. Nasi, głównie ze Śląska nie imponowali poziomem. Pozostało jedynie trzymać się nieco z daleka i starać się mimo wszystko delektować lazurowo-błękitnym morzem. Wieczorami było już całkiem spokojnie, a od strony morza dolatywało orzeźwiające powietrze.


Gdy wszyscy już poszli

środa, 30 czerwca 2010

W Stonie

Okazuje się, że nie można cały czas wylegiwać się w słońcu i kąpać w morzu. Postanowiliśmy obejrzeć dokładniej Ston.
Jest to mała malownicza miejscowość otoczona zabytkowym murem obronnym, po którym można za opłatą 30 HRK przejść i nacieszyć się widokiem całego miasteczka.
Ston słynie z pozyskiwania soli z wody morskiej. Od strony morza widać właśnie całą tę infrastrukturę "fabryki" soli.



Miasteczko jest niewielkie ale można tutaj spędzić miło czas.
Spróbowaliśmy tutaj chorwackiej szynki (prsut) i poznaliśmy kelnera, który jak się okazało był w Polsce w latach 70, kiedy pełnił służbę w marynarce wojennej.

wtorek, 29 czerwca 2010

Malowniczy kemping Prapratno

Około 3-4 km od miejscowości Ston znajduje się pięknie położony kemping "Prapratno".
Położony w starym ogrodzie oliwnym, w kotlinie wśród licznych winnic i przy zatoce.



Jest to świetnie przygotowany obiekt, wyposażony we wszelkie udogodnienia dla każdego turysty.



Na obszarze obiektu jest restauracja, sklep, dostęp do wszelkich mediów. Plaża nieopodal jest piaszczysta. Spędziliśmy tutaj 3 wspaniałe dni.
Jak się okazuje również cena była bardzo przystępna.
Na wzgórzu przed kempingiem jest jeszcze jedna przydrożna restauracja z pięknym widokiem na obiekt.

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Kierunek Ston

Udaliśmy się z dworca autobusowego w Dubrovniku do Stonu.
Nie jest łatwo połapać się w rozkładzie jazdy. Nie ma kas i budynku dworca, a jedynie słupek z rozkładem, gdzie gromadzą się ludzie chcący się czegoś dowiedzieć. Autobus nie podjeżdża na stanowisko a startuje wprost z parkingu.
Udało nam się rozeznać w tych zwyczajach i szczęśliwie dotarliśmy do miejscowości Ston.
Tam w informacji turystycznej powiedziano nam, że pobliski kemping znajduje się 2,5 km od miasta. Okazało się to w rzeczywistości ok. 4 km.
Trasa była dosyć trudna, bo z plecakami i w 30 stopniowym upale. Musieliśmy jeszcze uważać na pędzące tamtędy samochody.