niedziela, 4 lipca 2010

Korcula

Najkrótsza droga morska na Korculę biegnie właśnie z Orebicza. Na tej wyspie przyszedł na świat znany podróżnik Marco Polo. Promy kursują tutaj bardzo często od wczesnego ranka po późny wieczór. Statek już po 15 minutach zawija do portu oddalonego od miasteczka o ok. 3 km i trzeba ten odcinek pokonać piechotą lub taksówką, które stoją tuż przy porcie.



Widok na Korculę ze wzgórza od strony miejscowości "Domanovice" (lub coś w tym sytlu). W każdym razie do tej miejscowości przybijają promy z Orebicza.

Miasteczko z góry przypomina miniaturowy Dubrovnik. Posiada również urocze Stare Miasto i kilka małych plaży miejskich. Na starym mieście jest wiele knajpek i stoisk z pamiątkami.

W drodze na zaciszną plażę miejską znaleźliśmy fajną knajpkę, gdzie spróbowaliśmy po raz pierwszy prawdziwych owoców morza i od tego czasu już byliśmy bardziej otwarci na nowe smaki.



Risotto z owocami morza. Chorwacja to idealne miejsc aby spróbować świeżych owoców morza pod różną postacią.

Po południu w drodze powrotnej do Orebicza mijaliśmy żaglowce na pełnych żaglach. Co nie zdarza się za często. Te stylizowane statki wyposażone są w silniki i często pływają przy ich użyciu. Tutaj jednak mieliśmy okazję obejrzeć statek w pełnej okazałości.



Żaglowiec w pełnej krasie.

sobota, 3 lipca 2010

W Orebiczu

Miasteczko Orebicz urzekło nas nie tylko swoim urokiem. Trafiliśmy również na lokalne atrakcje. Jedną z nich były posiłki w miejscowych restauracjach. W jednej z nich przywitał nas osobliwy dziadek, który szarmancko witał się z klientami mocnym uściskiem dłoni. Dziadek operował osobliwą angielszczyzną, akcentując bardziej znane mu słowa. Wynikło z tego kilka zabawnych nieporozumień, typu: super zupa, super soup, powtórzone kilkakrotnie zdezorientowało dziadka, który wrócił z pytaniem czy aby na pewno chcę zupę, czy jest po prostu super. Dziadek również zadbał o estetykę stolików, co prawda już wtedy gdy klienci siedzieli ale za to z charakterystyczną szarmancją, dodając na odchodne "behind" co miało oznaczać że przed chwilą zerwał kwiaty z tyłu w ogrodzie.



U dziadka pod cytryną.

Dziadek również obdarowywał nas cytrynami i spowodował, że gdy poszliśmy do innego lokalu mieliśmy wyrzuty sumienia z powodu absencji.

Inną lokalną atrakcją były codzienne mecze Mundialu RPA 2010, oglądane w barze przy miejskim stadionie. Oczywiście większość starszych miejscowych kibiców entuzjastycznie kibicowało drużynie Niemiec. Śmialiśmy się wtedy, komu kibicują starzy "kolaboranci", bo podobno Chorwaci kolaborowali w czasie wojny z nazistami.
Jednego dnia oglądaliśmy oglądaliśmy też towarzyski mecz na żywo: Chorwacja - Czechy. Było to ciekawe doświadczenie. Drużyna Czechów przyjechała ze zorganizowaną grupą kibicek, co dodało kolorytu spotkaniu.



Na głowach niektórych zawodników widać było już mocno posiwiałą czuprynę. Dorównywali jednak techniką i walecznością młodszym zawodnikom.



Zorganizowana grupa czeskich kibicek

czwartek, 1 lipca 2010

Do Orebicza

Pora opuścić malowniczy kemping Prapratno, bardzo miłe miejsce odpoczynku ale niestety bez atrakcji miasteczka turystycznego. Jest tutaj tylko jedna restauracja, sklep, bilard, budka z fast foodem.
Jeśli komuś zależy na odpoczynku w pięknym otoczeniu i klimacie to polecam. My udajemy się w dalsze rejony półwyspu Peljesac.


Kręte górskie drogi, czasem mrożące krew w żyłach. Ja w odruchu obronnym przespałem część trasy ;)

Wybór Orebicza na miejsce dłuższego pobytu okazał się być słuszny. Już w czasie jazdy autobusem widzieliśmy, że mijane miejscowości nie miały tyle uroku.
W Orebiczu jest bardzo dobra infrastruktura turystyczna, wiele knajpek, restauracji i miejsc noclegowych. Jest tutaj także kilka kempingów. My zatrzymaliśmy się na pierwszym od strony portu, choć sprawdziliśmy także dwa następne.
Kemping "Glovna Plaza" był jednak najbardziej zaciszny i klimatyczny. Stary dom z dużym ogrodem obsadzonym palmami i innymi drzewkami rzucającymi przyjemny cień. Tutaj spędziliśmy 7 dni, za które zapłaciliśmy 700 HRK (200 kun mniej niż za 3 noce w Dubrovniku na kwaterze, choć i tak więcej przez nieopatrznie użytą lodówkę - trzeba uważnie czytać cennik. Lodówki są ogólnie dostępne ale użycie kosztuje 25 HRK / dobę)



Te 7 dni w Orebiczu były bardzo przyjemne, choć w pewnym momencie zrobiło się tłoczno. Można jednak znaleźć sobie zaciszne miejsce do plażowania z dala od hordy turystów, głównie Polaków i Czechów. Nasi, głównie ze Śląska nie imponowali poziomem. Pozostało jedynie trzymać się nieco z daleka i starać się mimo wszystko delektować lazurowo-błękitnym morzem. Wieczorami było już całkiem spokojnie, a od strony morza dolatywało orzeźwiające powietrze.


Gdy wszyscy już poszli